Start Po godzinach SŁOWACKI RAJ 04-06 październik 2013

SŁOWACKI RAJ 04-06 październik 2013

Drukuj Email
poniedziałek, 14 października 2013

OPA

 

04.10.2013 – Bukowina Tatrzańska

Do Bukowiny Tatrzańskiej dojechaliśmy późnym popołudniem po 4 godzinach jazdy z Zabrza. Po obiedzie zostaliśmy jeszcze do późnego wieczora, aby zrealizować jeden z ważniejszych punktów wyprawy – szkolenie BHP - przed czekającym nas w kolejnym dniu wyzwaniem.

05.10.2013 – Słowacki Raj

Pomysł odwiedzenia Słowackiego Raju okazał się bardzo intrygujący. Jedni przyjęli to z zachwytem, inni z obawą ale i ciekawością, czy zdjęcia dostępne na blogach i stronach internetowych oddają obraz rzeczywistości. Dlaczego wyjazd do Słowackiego Raju wzbudził takie zainteresowanie?
Szlaki wiodące przez krainę Słowackiego Raju są wielokrotnie przekraczane przez potoki, prowadzą atrakcyjnymi wiszącymi mostkami i trawersują przez pionowe skały nad nurtem rzeki Hornat. Przejście umożliwiają stalowe stopnie i łańcuchy. Część szlaków wiedzie wąwozami potoków, często wprost korytem rzeki. Strome progi skalne pokonać można po drabinach (niektóre mają kilkanaście metrów) i to właśnie te drabiny wzbudziły tak duże zainteresowanie.
Jednego czego tego dnia miało nam nie zabraknąć, to piękna słoneczna pogoda. Gdy znaleźliśmy się wreszcie na kampingu Podlesok u wrót Słowackiego Raju przyszedł czas na podjęcie strategicznej decyzji, ile osób z naszej 33 osobowej grupy zdecyduje się na przejście dłuższą i bardziej wymagającą trasą. Szczerze mówiąc było nieźle, widać że duch w narodzie nie zaginął i na spotkanie drabinom wyruszyła większa część grupy. Na szlak wyruszyliśmy o 10.00.
Na początku wędrowaliśmy po nagromadzonej przez wodę warstwie żwiru i kamieni, spod którego leniwie spływał potok Sucha Bela, ale już po kilku minutach usłyszeliśmy strumień, by wreszcie go zobaczyć. Od razu też pojawiły się drabinki i pomosty, które towarzyszyły nam podczas wędrówki praktycznie do końca.
Gdy dotarliśmy już na polanę Klasztorysko na poz. 744 m n.p.m. czekała już na nas wypoczęta i odświeżona słowackim Zlotym Bażantem część grupy, która tym razem zrezygnowała z drabin i postanowiła przejść szlak inną trasą. Niestety nie dane nam było się ciszyć zbyt długo wolnym czasem i po krótkim, acz intensywnym odpoczynku ponownie się przeszeregowaliśmy i ruszyliśmy w dwóch grupach w drogę powrotną. Na początku było „lajtowo”, taki trochę szybszy spacerek, ale to był dopiero przedsmak tego co czekało nas w dalszej części szlaku. Zaprawieni w pierwszej części wyprawy z zapałem pokonywaliśmy kolejne drewniane kładki i wiszące nad Hornatem mosty ale dopiero metalowe stopnie zamocowane na skałach ponownie mroziły krew w żyłach.
Po przejściu 21 km ok. godz. 17.30 szczęśliwi ale zmęczeni doszliśmy na parking aby z ulgą ugasić pragnienie złotym trunkiem bezalkoholowym.

06.10.2013 – Jaskinia Bielańska

Drugi dzień naszej wyprawy na Słowację zapowiadał się równie ciekawie. Co prawda rozedrgane mięśnie nóg nie uspokoiły się jeszcze po wczorajszej wyprawie do Słowackiego Raju a już kusiła Jaskinia Bielańska, ale nie tylko. Część osób postanowiła posmakować atrakcji wód termalnych w Bukowinie Tatrzańskiej, część postanowiła wydać wolne środki płatnicze na Krupówkach w Zakopanem a pozostali udali się do położonej w odległości ok. 20 km od granicy Polski jaskini Bielańskiej.
Wejście do jaskini położone jest 122 metry powyżej parkingu. Kręta leśna ścieżka ma długość około 1 kilometra. Czasu było niewiele, więc szybkim truchtem ruszyliśmy ścieżką w górę. Zdążyliśmy na czas i równo o 9.30 otworzyły się przed nami wrota jaskini.
Wejście do Jaskini Bielańskiej po raz pierwszy odkryli poszukiwacze złota w XVIII wieku. Trasa zwiedzania ma długość 1370 metrów, natomiast czas zwiedzania wynosi 70 minut. Cała jaskinia mierzy 3641 metrów, przy różnicy wysokości równej 160 metrów. Symbolem tej jaskini jest stalagmit przypominający wieżę w Pizie. Szata naciekowa nie jest tak bogata jak w innych jaskiniach, ale różni się zdecydowanie barwą, nacieki są białe, lekko szare.
Niekończące się schody pokonywaliśmy śpiewając chóralnie „Szła dzieweczka do laseczka …” i wypatrywaliśmy nietoperzy, które tego dnia skutecznie ukrywały się w ciemnych zakamarkach jaskini. Natomiast w ostatniej malowniczo ozdobionej stalaktytami, stalagmitami i stalagnatami sali koncertowej wysłuchaliśmy krótkiego koncertu i z uczuciem wykonania planu udaliśmy się na parking. .

 

OPA

OPA