Start Po godzinach BIESZCZADY 02-04.10.2015r

BIESZCZADY 02-04.10.2015r

Drukuj Email
piątek, 30 października 2015

OPA

 

02.10.2015r

Po wielogodzinnej jeździe z Zabrza dotarliśmy w końcu na miejsce przeznaczenia, czyli do Ośrodka „Smerek” w Wetlinie. Jeszcze tego dnia wszyscy uczestniczyliśmy w planowanym szkoleniu z zakresu ZSZ.  Wieczorem daliśmy już radę tylko zjeść kolację i podjąć próby uzgodnienia wspólnej trasy, które niestety spełzły na niczym.

03.10.2015r

Zaplanowana kilka tygodni wcześniej trasa górskiej wycieczki to tzw. klasyk bieszczadzki. Obejmowała najwyższe partie Bieszczad (Rozsypaniec, Halicz, Tarnicę). Jest jedną z trzech najciekawszych i najważniejszych tras w Bieszczadzkim Parku Narodowym (pozostałe dwie to połoniny Caryńska i Wetlińska).

Trzeci dzień października przywitał nas słonecznym choć rześkim powietrzem. Wystartowaliśmy, jak na porę roku, wyjątkowo późno około godziny 9 z Wołosatego. Po nabyciu biletów wstępu do BPN ruszyliśmy dłuuuuugim traktem aż do Przełęczy Bukowskiej (około 7 km). Po chwili odpoczynku, uzupełnieniu płynów, ruszyliśmy dalej. Niedługo później wychodząc na połoniny pozostawiliśmy granicę lasu. Pierwszy szczyt na naszej drodze to Rozsypaniec (1280 m.n.p.m) – pierwsze krople potu, ale też szczęście i niezapomniane wrażenia estetyczne. Kolejny Halicz (1333 m.n.p.m) – moim zdaniem najładniejszy i najważniejszy szczyt polskiej części Bieszczad, na którym będąc tutaj po prostu nie można nie być (to taki Giewont w Bieszczadach). Jak to zwykle bywa po zdobyciu wierzchołka uzupełniliśmy wypłukane lub/i spalone kalorie i mikroelementy jedząc i pijąc.

Po wykonaniu serii zdjęć, w tym grupowego przy krzyżu na Haliczu z widokiem na Tarnicę ruszyliśmy dalej trawersując okalające szczyty dolinę, mijając Kopę Bukowską aż do Przełęczy Goprowskiej. Teraz czekało nas ostatnie podejście pod Siodło pod Tarnicą. Podejście choć krótkie, z powodu nachylenia i nieforemnych stopni, dla wielu turystów, będących tego dnia na szlaku, okazało się męczące. Co chwila mijaliśmy dziwnie pochylone osoby szukające oddechu w okolicach własnego pasa Uśmiech i do tego dziwnie potrząsające głowami – jak karpie wyciągnięte z wody. Ale tak to w górach już jest, że strudzeni piechurzy, pielgrzymi pochylają się w trudach swej wędrówki przed stawianym sobie wyzwaniem jakim jest dotarcie na rzeczywisty lub wyimaginowany szczyt. Z siodła to już „rzut beretem” na the highest peak of Bieszczady czyli Tarnicę (1346 m.n.p.m).

Podekscytowani obecnością w takim pięknym miejscu oraz w tak wyśmienitym towarzystwie postanowiliśmy jak najprędzej stanąć na dachu Bieszczad. Najszybszym dotarcie na szczyt zajęło zaledwie 3 min. Po 5 minutach było nas na szczycie sporo, a po chyba 7 minutach wszyscy. Uśmiechy, uściski, zdjęcia na szczycie trwały parę minut, niestety na dłuższe biesiadowanie było trochę późno i zbyt tłoczno. Zeszliśmy czym prędzej na Siodło by następnie poprzez Szeroki Wierch podreptać do Ustrzyk Górnych. Trasę naszą zakończyliśmy w restauracji "U Eskulapa" w Ustrzykach Górnych, gdzie uczciliśmy wykonanie postawionego przed nami zadania terenowego bez strat w ludziach Uśmiech w doskonałych humorach.

Podsumowując moim zdaniem wycieczkę jak zwykle należy uznać za bardzo udaną, z małym minusem za pierwszy w historii rozłam grupy wycieczkowej i powstanie drugiej grupy idącej oddzielnie inną trasą Dezaprobata. Poza tym zaskoczył mnie ogromny wzrost popularności Bieszczad, będąc tutaj parę lat wcześniej przemierzaliśmy szlaki prawie samotnie. Dzisiaj (3.10.2015) okolice Tarnicy i Halicza to potok ludzi na szlakach i zakryte szczyty przez siedzące na nich osoby. W takich warunkach strach przed niedźwiedziami, najliczniej występującymi z polskich gór w Bieszczadach, jest nieuzasadniony.

Plan na październik 2016 r. to Babie Góra ale jak to mówią czescy Indianie piszący po chińsku 我們等待觀望 (pożyjemy zobaczymy – tłumaczenie na chiński tradycyjny tłumaczgoogle).

j72 znowu nadajeUśmiech

 

Z perspektywy drugiej grupy wyglądało to tak …

”Szlak wychodzący z Mucznego oznaczony jest kolorem żółtym. W Mucznem zaczyna się on naprzeciw hotelu "Muczne". Po wejściu do lasu droga łagodnie pnie się pod górę, następnie zwęża przechodząc w ścieżkę. Dalej łagodnie, miejscami trochę mocniej pod górę, dochodzimy do granicy lasu. Po przekroczeniu granicy lasu podejście na strome, ale krótkie zbocze Bukowego Berda. Po 15 minutach popasu ( dla przywrócenia normalnego oddechu, tętna i uzupełnienia płynów) i po kolejnych 15 minutach marszu osiągamy grzbiecik. Wędrując dalej skalistym grzbietem Bukowego Berda, po kilkunastu minutach odsłonił nam się Krzemień (1335m.n.p.m) oraz Tarnica (1346 m n.p.m), – cel naszego dzisiejszego deptania. Idąc grzbietem mieliśmy wspaniałe widoki na Lutowiska, Muczne, Ukrainę, Kopę Bukowską, Krzemień, Halicz, Rozsypaniec, Szeroki Wierch i dolinę Terebowca oraz Połoniny i Rawki, a wychodnie skalne i pojawiające się już gdzie nie gdzie jesienne kolorki dodawały temu miejscu uroku. Schodząc z Bukowego Berda wędrujemy zboczem Krzemienia ku Przełęczy Goprowców, a dalej schodkami (stromo) na przełęcz pod Tarniczką. Kolejna chwila dla oddechu i deptamy na Tarnicę uważając by nie zostać zadeptanym przez dziki tłum „turystów wszelkiej maści”. Po 15 minutach jesteśmy na szczycie. Uufff! Nagrodą za kilkugodzinną wędrówkę jest malowniczy widok na przepiękne okoliczności bieszczadzkiej przyrody, m.in. na: Magurę Stuposiańską, Szeroki Wierch, Kopę Bukowską, Halicz, połoniny Caryńską i Wetlińską. No cóż, Słońce ku zachodowi się chyli, czas schodzić. Tylko godzinka z ogonkiem niebieskim szlakiem, miejscami stromo, a nawet bardzo i jesteśmy w Wołosatem. Przepełzliśmy ok. 13 km. 20 minut jazdy ekologicznym Melexem i jesteśmy w Ustrzykach Górnych, gdzie spotkaliśmy się z resztą grupy. P.S. Prezes dał radę, to chyba najważniejsze. :):):)”

PŁ ;)

Wieczorem przy ognisku podzieliliśmy się wrażeniami minionego dnia, lizaliśmy odciski na stopach i masowaliśmy obolałe mięśnie.

 

04.10.2015r

Po szybkim śniadaniu kolejny dzień planowo rozpoczęliśmy od drugiej części szkolenia.
Dzień przywitał nas słońcem, co wykorzystaliśmy robiąc ostatnie wspólne zdjęcie przed wyjazdem. Tradycyjnie już w drodze powrotnej na zakończenie wycieczki czekała nas jeszcze wizyta na zamku. W tym roku był to zamek Kmitów i Lubomirskich w Starym Wiśniczu uznawany za jedno z najcenniejszych w Polsce dzieł wczesnobarokowej architektury rezydencjonalno – obronnej.

Zupełnie przypadkiem załapaliśmy się na trzecią już edycję wydarzenia „Bitwa pod Chocimiem″ i mogliśmy zobaczyć inscenizację bitwy, która rozegrała się pod Chocimiem w 1621 oraz jej następstwa w postaci podpisania traktatu pokojowego z Turkami.

Po raz kolejny zrealizowaliśmy nasz plan w 110% a w drodze powrotnej planowaliśmy już kolejne wyprawy.

OPA

 

 

MAPA ORAZ PROFIL WYSOKOŚCIOWY PRZEBYTEJ TRASY NR 1

 

OPA